Menu

SROGI BOCHEN

Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii

Czechofilia, teofobia

gawithpl

Nie pamiętam ile książek przeczytałem w 2010 roku, ale chyba mniej niż dwadzieścia. Licząc te dokończone w każdym razie. Nie wiem czemu tak się stało, ale ostatnio ta czynność nobliwa najlepiej udaje mi się w środkach zbiorkomu albo innym odizolowaniu od własnego mieszkania. Nawet w wolnym czasie wolę wyjść z tą książką w plener, gdzie nie grozi rozproszenie uwagi. I raczej nie ma to związku z eskapizmem, bo w zeszłym roku najlepiej mi wchodziło non-fiction. Na białą listę na pewno łapią się dwie pozycje sygnowane nazwiskiem Mariusza Szczygła. Pierwszą to reportażowa antologia o Polsce, a druga to Zrób sobie raj o ulubionych przez autora Czechach.

Czechom sam zazdroszczę. Pohody, niespiny, wyluzowania, Nordica Ice, ładnych kurortów górskich, piłkarzy, hokeja (bo fajnie byłoby wygrywać w jakimś grupensporcie na zimowych olimpiadach) i narodowego ateizmu. Ostentacyjny czeski ateizm jest fascynujący z punktu widzenia kraju, w którym każdy zakątek wali kryptą i kadzidłem. Szczygieł ze swoim silnie zaraźliwym czechofilstwem wrzuca do książki multum ciekawostek, fotografa Saudka, ekscentryka rzeźbiarza Černego, czeską Helen Fielding - pisarkę Pavlovską. Ale z czeskiego ateizmu czyni leitmotiv reportażu. W historyczne i socjologiczne korzenie się nie zgłębia, skupia uwagę na Czechach współczesnych bez bożej łaski. Pisze o biskupie, który dumnie napina się pięcioma chrztami na rok i księdzu, który tak samo chwali się piętnastoma parafianami w jakiejś rekordowo religijnej wsi. O pustkach na ulicach w dniu wizyty papieża i o policjancie, który wstydzi się przyznać do wiary przed kolegami z pracy. Czeski raj bez boga, gdzie powaga i sacrum są jedynymi grzechami.

Szczygieł jest w robocie obiektywny i rzetelny, ale główna linia interpretacji w recenzjach, blognotkach i blurbach jest taka, że raj bez Boga jest jak taśmociąg do świątyni zagłady. Well, nawet stworzony w jak najlepszej wierze model Jezusa do składania w wymiarze 1:1  z okładki ma być chyba, wg. zamysłu wydawcy, nakręcaczem kontrowersji w Polsce, gdzie powierzchowność religijna i dewotyzm są firmowym znakiem. Niedawno na lubuszczyznie pewien biznesmen postawił sobie czterdziestometrowego Jezusa w polu kapusty, co telewizje relacjonowały z nabożną powagą, ale miny standuperów wskazywały profesjonalne wstrzymywanie śmiechu pospolitego, który trzeba będzie uwolnić zaraz po wyłączeniu kamery. Dlatego do wyluzowanych i rubasznych Czechów mam jakoś więcej sympatii. W jednym z ostatnich rozdziałów David Černý (twórca składanego Jezusa 1:1)  mówi Szczygłowi, że każdy chciałby się zsikać w spodnie, bo sikanie jest przyjemne, ale kultura zabrania. Mówi to w kontekście jednej ze swoich znanych praskich rzeźb. Dwóch kolesi sika na mapę Czech.

źródełko

I wytacza liczby z krótkiej historii dwóch kolesi. Sikających miał zniszczyć rytualnie pochód czeskich skinów, ale upilnowali ich policjanci. Skini-narodowcy zjechali się z całego kraju i było ich dwudziestu. Tylko tylu znalazło się obrońców honoru ojczyzny.

Sweet. Wyobraźcie sobie to samo w Polsce. Przy okazji poświąteczno-noworocznej mam luźną refleksję o religijnej tolerancji. Wzorowe byłoby gdyby każdy tylko potraktował księdza po kolędzie na progu tak samo jak potraktowałby świadków Jehowy pod drzwiami. Eksperymentalnie. Małe kroczki.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [sis] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Właśnie czytam z przerwami od Gwiazdki. Se czytam i se myślę, że to fajne i aż niedorzeczne, że tuż obok naszego kraju znajduje się taka przemiła skrajność. Ponoć Czechy czekają na czwarty dodruk tegoż dzieła.

© SROGI BOCHEN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci