Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii
Blog > Komentarze do wpisu

Pchaj do schronu

Miesiąc luty 3/4 pod szyldem "Tylko Filmy" zaczynamy od tych filmów, które zostały olane przerywanym strumieniem przez wszystkie domy seniorów rozdające nagrody i wyróżnienia, ale mimo to warto je zobaczyć. Np. Take Shelter.

Nigdy nie dawałbym filmom gwiazdek ani ocen w skali liczbowej, bo to głupie tak przykładać do wszystkich filmów jedną miarkę, jakby pomierzyć siusiaki linijką bez uwzględniania wzrostu, grupy etnicznej i innych walorów, ale tłumacząc ocenę na ułamki, powiedziałbym, że to taki tam film na 6/10, który aktorstwo i reżyser podciągnęli do mocnego 9/10. Jest tu Jessica Chastain, która miała bardzo pracowity rok, grając głównie różne typu żon (The Help, Drzewo Życia, wyżej wymieniony), ale jedyną prawdziwą gwiazdą Take Shelter jest Michael Shannon. Michael Shannon to jest taki aktor, który ma w sobie coś z bizona. Kiedy go widzę, wyobrażam sobie, że stoję w ZOO za ogrodzeniem i patrzę na bizona, a on patrzy na mnie wkurwiony i ten wkurw w nim wzbiera tak, że aż para bucha z nozdrzy i ślepia jarzą się blaskiem, i oboje wiemy, że wkurw w końcu pęknie z hukiem, ale na szczęście dzieli nas ogrodzenie. Tak jest w tym filmie - Michael Shannon gra tu bardzo miłego, rodzinnego gościa, ale obłęd ma wypisany w oczach. Obłęd z paranoją go pochłaniają i oczywiście... oh, here it comes... bizonowi puszczą hamulce w porze karmienia. Nie wiem, czy coś z tego zrozumieliście, ale Michael Shannon jest świetny, a Hollywood tępy, że go nie docenił za tę rolę żadną nagrodą, choćby taką z czekolady.

O czym jest ten film. Wyobraźcie sobie film Shyamalana (spellcheck, correct) z alternatywnego wszechświata, w którym reżyser po Unbreakable nie zaczął kręcić samych gniotów. Albo gdyby Hitchcock miał dziecko z Donnim Darko, to byłby nim ten fim.  Głównego bohatera zaczynają dręczyć apokaliptyczne koszmary, które poza wysokim poziomem realizmu graficznego łączy kilka elementów - zaczynają się od deszczu w kolorze moczu, niebogrzmotów i nadciągającej wichury, a dalej dzieje się sajgon. Potem dochodzą deluzje i halucynacje na jawie, więc bohater próbuje się leczyć i jak na prawdopodobnego schizofrenika zachowuje się racjonalnie, ale paragraf 22 nie będzie miał tu zastosowania. Na boku, w ogródku bohater pielęgnuje swoją nową obsesję, którą jest wykopanie dla siebie i rodziny bezpiecznej nory na wypadek końca świata i ta dziura powoli zasysa cały jego czas, pieniądze (krytycznie potrzebne na leczenie córki) i resztki zdrowia psychicznego. A potem... oh, here it comes...

Zakończenie jest z tych, które podzielą widzów na sceptyków i zachwyconych believerów (Roger Ebert dał filmowi cztery gwiazdki, czyli maksa w swojej skali, a nie robi tego często), bo zostawia sporo miejsca na interpretację, a ci którzy się nie zgadzają i utrzymują się przy jednej wersji, mają ciasne umysły. Można ten finał czytać po brzytwie Occama, można cały film potraktować w przenośni, jako społeczny komentarz, można sugerować się tym, że niektórzy klasyfikują go jako lajtowy SF, kładąc obok Donniego Darko. Tak czy srak, to rzecz warta uwagi, niesamowicie klimatyczna z bardzo intensywną sceną kulminacji.

środa, 08 lutego 2012, gawithpl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: