Menu

SROGI BOCHEN

Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii

First we take Manhattan, then we take Berlin

gawithpl

To nie jest wrzutka o Leonardzie Cohenie, sorry, tylko tak mi się tytuł zrymował z tematem. Zmarłymi niech się zajmą lepiej dysponowani, od siebie szczerze mogę dodać, że jego piosenka z "True Detektywa" to był jeden z najpotężniejszych lirycznie kawałków w tym dziesięcioleciu co najmniej. Wracajmy tymczasem do tych, którzy dalej muszą żyć z fiaskiem historii.

Ryan Gosling. Ryan najlepszy jest w tym filmach, w których jest brzydki i aseksualny i taki właśnie jest w jednym z moich ulubionych filmów "Half Nelson". Gra tu nauczyciela historii, który na fajrancie popala krak i pisze książkę dla dzieci o dialektyce (czy to nie jest najsłodsza rzecz ever??!!). W tej scenie akurat próbuje tłumaczyć dzieciakom proces historyczny jako ciągłe ścieranie się przeciwieństw na tle różnic materialnych, w których to starciach zawsze nieuchronnie następuje turning point.




I nikt już chyba nie ma wątpliwości, że historia świata też właśnie znajduje się w punkcie zwrotnym. Wgląd w wykresy dotyczące wyborców Donalda Trumpa daje na to ciekawy pogląd. Biorąc te dane, można śmiele na potrzebę argumentu uznać, że siłą przetargową, która wyniosła tego ogra do władzy nie było "znudzenie polityczną poprawnością", jak uważa Donald Tusk ani niepowodzenie eksperymentów typu czarny prezydent, jak PODOBNO stwierdził jakiś pundyta w TV Reżimowej. Nie była to nawet tęsknota do tradycyjnych wartości, przynajmniej nie w takim rozumieniu, jak chce to widzieć Minister Śmieszków Zagranicznych. Owszem, trzonem elektoratu okazali się biali brachole usytuowani w klasie średniej średniej, którzy zasypiają, wspominając z nostalgią dobre czasy za Reagana, kiedy płcie były dwie, a w kolejce w markecie nie musieli słuchać meksykańskiego. Pewnie, cegiełkę dorzuciły też ich żony z habitusem przemocy symbolicznej. Jest w tym whitelashu, odrodzeniu KKK i fali wydestylowanego seksizmu oczywiście coś bardzo smutnego, można się jednak, być może naiwnie, pocieszyć myślą, że choć ludzie z takimi rezyduami się coraz bardziej zacietrzewiają, to liczbowo ich nie przybywa, raczej ubywa, patrząc historycznie. Przybywa za to tych niezadowolonych ze swojej sytuacji materialnej i to oni przesądzili o wyniku amerykańskich wyborów. Nie rednecki z "Teskańskiej Masakry", tylko pracownicy, którzy stracili poczucie stabilności po tym, jak pracodawcy wynieśli produkcję do krajów drugiego i trzeciego świata, dłużnicy, którzy stracili domy po tym, jak rząd wykupił banki zbyt wielkie, żeby upaść itd. Ofiary neoliberalnych eksperymentów postępujących od lat dziewięćdziesiątych, które na ironię Trump chce pod swój własny interes podkręcać, a nie odkręcać.
 
Ale to ci ludzie stanęli przed wyborem między starszą panią, która okrągłymi zdaniami mówi, że jest dobrze i oby tak dalej, a trollem, który pokazał im palcem winnych i obiecał, że wszystkich pozamyka albo deportuje i zbuduje mur, którzy ochroni przed złodziejami pracy i destabilizatorami. Jak to mówił Ryan Gosling w innej brzydkiej i aseksualnej roli w "Big Short", na koniec każdej ekonomicznej katastrofy ludzie zawsze obwinią biednych i imigrantów. Dlatego Donald Trump. "Make America Great Again" to hasło, które nawiązuje, wydawałoby się, do lat sześćdziesiątych, pięćdziesiątych, kiedy amerykański sen był prawdziwy, pracownik fabryki Forda mógł mieszkać w takim samym domu jak Henry Ford, a polityka gospodarcza i społeczna była odwrotnością wszystkiego, co proponuje nowy prezydent. 
 
Teraz inne mądrale będą się puszyć zdaniami o kryzysie demokracji. Demokracja zawodzi, ale nie w sensie głosowania większościowego, ale w tym, że jedna za drugą elita słucha ekspertów i prezenterów zapełniających czas międzyreklamowy tą odgrzewaną ględą, zamiast słuchać wołania tamtych ludzi. I tak długo, jak słuchać nie będą, raz na kilka miesięcy świat będzie się budził się "w szoku i niepewności". Następna w kolejce chyba jest Francja, a potem Niemcy.
 
Pozostaje nadzieja, że w tych wszystkich miejscach, gdzie na niedożywionej tkance społecznej rozprzestrzenia się ropień nacjonalizmu i innych -izmów, w tym najczarniejszym momencie, po którym ma wedle maksymy nastąpić świt, nie zrobimy sobie zbyt dużej krzywdy.

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Hołka] *.static.ip.netia.com.pl

    Uwielbiam czytać twoje komentarze na temat społeczeństwa i polityki.
    Szkoda tylko, że zabierasz w tych sprawach głos tak rzadko i głównie wtedy, gdy dzieje się coś niedobrego.

  • Gość: [sis] *.icpnet.pl

    Z imigrantami jest jak z goścmi, których zaprosiliśmy na domówkę. Najpierw rozsyłamyjacy to jesteśmy otwarci. Goście wchodzą, dogadzamy im jak możemy, mówimy "czujcie się jak u siebie!". Goście najpierw trochę nieśmiało, potem z godziny na godzinę czują się tak dobrze, że zaczynają zaglądać do każdego zakątka w naszym domu, oglądają wszystkie popierdółki, wyjadają wiktuały z lodówki po kryjomu. Otwarci gospodarze mają nagle dosyć, z otwartych, zajebistych stają się złośliwi i chcą się jak najszybciej ich pozbyć, nie chcą się już niczym dzielić, ani jednym metrem kwadratowym swojego domu, ani ogryzkiem po jabłku. Po prostu wszystko dzieje się po mysli, gdy ktoś gra tylko i wyłącznie an twoich zasadach, a gdy gość zaczyna je naginać i tworzyć nowy ład na twoim terytorium, chcesz powrócić do starego, dobrego układu. Najlepiej to wszystko pod hasłem "powrót do korzeni". Ta bajka toczy się kołem po świecie ciągle i ciągle.

  • gawithpl

    Jak idzie o komentarze do pozytywnych wydarzeń społecznych, to bardzo podoba mi się chwilowo (i pewnie bardzo przelotnie) fakt, że nasi narodowcy znaleźli sobie nowego wroga nr 1 w postaci facebooka i wolą palić jego logo zamiast budek z kebabem.

  • Gość: [Fartuszek] *.dynamic.chello.pl

    Co do Ryana Goslinga - każdy film, w którym on gra jest świetny. A zwłaszcza "Pamiętnik" ;)

© SROGI BOCHEN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci