Menu

SROGI BOCHEN

Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii

Good Night and Good Luck!

gawithpl

Raczej nie kupuję pamiątek z wycieczek, wież Eiffla z zapałek i takich tam, ale kiedy we wieży Starej Poczty w Waszyngtonie ujrzałem figurkę Obamy za dwa dolary i Mita Romneya przecenionego na dolara kilka miesięcy po wyborach, wiedziałem, że chcę takiego suwenira i natychmiast wymieniłem baksa na Romneya z myślą, że jest w tym jakaś zabawna anegdotka. Oto więc ona. A tu Amerykański Mit na tle Lincolna.

IMG_1973

Trochę się pozmieniało od tamtych wyborów w geopolityce. Kiedy Romney powiedział w debacie, że Rosja jest dziś największym wrogiem Stanów, Obama odpyskował mu, że lata osiemdziesiąte dzwonią i chcą swoją politykę zagraniczną z powrotem. Burn. Dwa lata potem inwazja na Krym rzeczywiście cofnęła relacje mocarstw do zimnej wojny. Wtedy kandydat rebublikanów wyglądał na villaina z kreskówki, teraz wygląda na tle Trumpa jak mąż stanu.

Ach, Obama. Chyba nie tylko ja zacznę już za chwilę tęsknić za Obamą. Barack Obama nie był wielkim przywódcą, tylko dobrym prezydentem. Rozsądnym, charyzmatycznym i z klasą. Oczywiście możecie mnie zgasić tekstami o atakach dronami na Pakistan, Benghazi i czarnymi operacjami w Meksyku, rosnącym długiem publicznym, Obamacare i (sic!) brakiem wiz dla Polaków, a zamilknę i wymruczę jakiś frazes, ale wiem tyle, że gdyby dzisiaj w ziemskiej atmosferze pojawił się statek kosmiczny, to cieszyłbym się, że to Barack Obama wyjdzie powitać alienów.

Gdybym teraz był amerykańskim wyborcą, to byłbym rozczarowanym wyborcą Berniego, który głosuje na Hillary i robi przy tym minę, jakby wąchał bąka. Ale tym razem mój głos ma naprawdę tyle znaczenia, co ankieta internetowa, chociaż ten wynik wyjątkowo będzie także dla nas, żyjących na peryferiach świata, czymś znacznie więcej niż ciekawostką w dziale zagranicznym gazety i czerwonym paskiem w telewizji. Wszystko przez tę geopolitykę. Ziemowit Szczerek pisał w swoim niedawnym cyklu reportaży o Rosji, że kiedy świat na nowo zaczyna się interesować geopolityką, to już jest zły znak. Od kilku miesięcy, spełnia się w kolejnych punktach na mapie świata geopolityczny sen Putina, przydałaby się przerwa tej passy. Nie mówię tego przez rusofobię, ani przez obawę przed rosyjską ekspansją, która w obliczu upadku NATO wydawałaby się bardziej realna, ale wciąż odległa. Mówię to, bo nie chcę, żeby dalej wygrywał putinowski model państwa, a po wygranej Trumpa już nic nie powstrzymałoby jego rozprzestrzeniającej się zarazy.

W DC, między Monumentem Waszyngtona i Mauzoleum Lincolna jest piękny pas zieleni, sadzawka i memoriał bohaterów II wojny światowej. Jeśli należycie do tych ludzi, którym oczy pocą się w podniosłych momentach filmów wojennych, to tutaj od samego wdychania powietrza możecie się wzruszyć, bo wiatr wibruje patosem, a kąpiące się w słońcu marmury niosą historie bohaterów. Wpatrując się w skamieniałego Lincolna, twórcę najbardziej inspirujących przemówień w historii, zastanawiałem się, gdzie dzisiaj są wśród przywódców i polityków ci bohaterowie, którym następne pokolenia będą stawiać monumenty. Jest na to prosta odpowiedź - wielcy przywódcy mogą istnieć tylko w potwornych czasach. W dobrych czasach wystarczą dobrzy i rozsądni prezydenci. I tego dzisiaj życzę Ameryce i światu.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [powiedzenia] *.dynamic.chello.pl

    Bardzo dobry artykuł, i scenariusz z Trumpem się spełnił, albo raczej zacznie spełniać.

© SROGI BOCHEN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci