Menu

SROGI BOCHEN

Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii

UNCLASSIFIED

I'm still here

gawithpl

Miałem sen. Byłem znowu w szkole, a facetka od polskiego kazała wyjąć kartki i napisać rozprawkę na zadany temat. Przez 45 minut skreślałem i pisałem na nowo pierwsze zdanie, a kiedy zadzwonił dzwonek musiałem oddać coś, co wyglądało na depeszę z Damaszku. Wymowne takie. Potem miałem inny sen. Napisałem już większość swojej fantastycznej space opery, w której bohaterowie przemierzają kosmos, żeby dotrzeć do odległego celu, ale pozostała jeszcze perspektywa opisania jakichś pięćdziesięciu stron powrotu do domu. Wtedy znajomy podpowiada mi, żeby po prostu zakończyć epopeję zdaniem "I wrócili szczęśliwie do domu". I nagle budzik podnosi raban.

Na nowej stronie staram się regularnie pisać od roku jakieś tematyczne eseje, piszę też za pieniądz masę rzeczy, które mnie nie obchodzą, ale brakuje mi blogaska. Takiego wysyłania listów w butelce, bez przejmowania się, czy w ogóle do kogoś dotrą. Może jeszcze to potrafię.

 

 

Goodbye horses

gawithpl

W tym smutnym roku przychodzi w końcu ten wesoły moment, że żegnam się z panem Bloxem (no, pewnie nie metodą grubej kreski, nie całkiem zupełnie, więc nie tak rzewnie).

Od teraz po nowe kawałki zapraszam TUTAJ. Mam nadzieję, że znacznie częściej niż do tej pory.

A na stronę główną tutaj: http://popamina.pl/

 

 

Rozum i godność człowieka

gawithpl

Z tak zwanymi obrońcami życia jest taki paradoks, że bronią życia od chwili poczęcia, ale tylko do chwili narodzin, bo potem to życie ludzkie jest już pod względem jakości warte gówno. Dziecko może konać w bólu przez tydzień w inkubatorze otoczone tylko bezradnymi pielęgniarkami. Wydaje mi się, że średniowiecze było bardziej miłosierne pod tym kątem. Dziecko zgwałcone przez opiekuna nie może liczyć na pomoc prawa w odratowaniu resztek godności, szans na powrót do szkoły i normalnego życia, tylko przez każdy kolejny dzień przeżywać gwałt na nowo. Ryzykować życiem niebezpieczny poród i jeszcze uszanować ojcowskie prawa gwałciciela. Niewarte obrony jest życie kobiety, która cierpieć ma w bólu i niepewności w imię godności zaśniadu groniastego, który nabył prawa do inkubowania wraz z kodem DNA. To tylko te skrajne przykłady, które różnią się od skrajnych przykładów drugiej strony (typu: lesbijki robiące sobie aborcję dla przyjemności), że są prawdziwe. Wyobraziłbym sobie Ojca Terlika, który trzyma dwunastoletnią córkę za rękę i w przerwach między krzykami bólu i niezrozumienia tłumaczy jej, że Jezus byłby dumny. Ale nie... to byłaby jakaś realna pomoc. Łatwiej wysrać tweeta, wkleić link i patrzeć, jak się muchy zlatują.

Poniedziałkowy protest popieram słowem i kliknięciem, ale nie stawię się, wybaczcie. W tłumie czuję się, jakbym tonął.

czarny

Zapisz

Just cats being assholes

gawithpl

Dzień dobry po przerwie.

Jutube wie, że po obejrzeniu "BoJacka Horsemana" i doskonałej "Zootopii" (jeśli już nawet Disney, ledwie 30 lat po niewinnie rasistowskim "Oliverze i Spółce", robi film o napięciach rasowych na tle wielkiego miasta, to wiedz, że coś się dzieje) chcę oglądać więcej antropomorfizowanych zwierzątek, więc podsuwa mi taki teledysk. Też o problemie koegzystencji w zróżnicowanym środowisku.

 

Czy to wina kotów, że prowokowały, czy psów, że zaatakowały?

Ogólnie to problem, że można iść do klubu i dostać w ryj za bycie X, nie jest zupełnie niczym nowym. Szokuje tylko, że koleś siedzący bezpiecznie w didżejce nie zatrzymuje muzy, tylko gra dalej, podrygując odnóżami i zaśmiewając radośnie. Ale może już nie powinno.

Zapisz

Maximum Security

gawithpl

Od dziecka nawiedzają mnie sny, którym przewodzi pewien straszny motyw. Historyjka bywa różna. A to przy pracach wyburzeniowych przez pomyłkę wysadzam w powietrze blok, w którym ciągle są ludzie. Czasem źle wypełniam formularz i firma traci szansę na dotację, od której zależała cała przyszłość. Kiedy indziej rozbija mi się na chodniku fiolka z zabójczym wirusem. Nieważne okoliczności. Liczy się te uczucie zaraz po przebudzeniu i metaliczny posmak w ustach. Właśnie coś niewyobrażalnie, potwornie zjebałem, tylko konsekwencje jeszcze nie zdążyły do mnie dobiec, żeby odgryźć dupę, ale lada moment. Ciekawe, czy tak się czuje w ostatnich dniach David Cameron, bogaty chłopiec z dobrego domu, który w biznesowym zamyśle za kilka procent w wyborach rozbił dwie unie, w tym jedną trwającą ponad 200 lat.

davidcameronhummingmusicalanalysis1468256220custom0

TAMCI, którzy też pewnego dnia pójdą śladem Camerona, mówią teraz, że ratunkiem dla Europy jest poluzowanie relacji i obrona przed multikulti, odbudowa granic, powrót do wspólnot narodowych. No właśnie, wspólnoty narodowe dziś mnie nie przekonują, bo to oczywiste, że więcej mam wspólnego na przykład ze studentem z Turcji, który szuka stażu i ma bardzo religijną babcię, niż z warszawskim bankierem albo podkarpackim rolnikiem, którzy tylko mówią tym samym językiem. Świat który TAMCI kreślą już w swoich planach przypomina więzienie, w którym biali suprematyści siedzą w jednym sektorze, czarnoskórzy homies w kolejnym, Latynosi w jeszcze innym, a Arabowie w izolatkach i kruchy pokój polega na kratach, które ich dzielą oraz sadystycznych klawiszach z paralizatorami. Oni konflikty wszczęte przez ekstremistów ekstrapolują na całe społeczeństwo, wmawiając mu, że to wojna cywilizacji. Nieodpowiedzialnym słowem i czynem sprawiają, że osoby, które nie chciały mieć z nią nigdy nic wspólnego grawitują ku swoim wspólnotom plemiennym w strachu i gniewie. Osoby jak ten robotnik z angielskiego przedmieścia, któremu bogaci chłopcy wmówili, że okradają go imigranci. Jak ten polski kasjer, któremu wściekli Anglicy podpalili mieszkanie. Jak ten Syryjczyk sprzedający kebaby, którego Polacy skatowali w ciemnej alejce bez powodu i jak ten Francuz, który wybiera Front Narodowy, bo jego ziomkowie wylecieli w powietrze za sprawą zradykalizowanych Syryjczyków.

Tym władcom europejskim (przyszłym i obecnym) o mentalności nocnego portiera z filmu Kieślowskiego oraz ich pretorianom i szydercom nazywającym wszystkie ofiary i ostatnich entuzjastów otwartości owieczkami idącymi na rzeź, odpowiem szczerze. Kiedy świat waszych marzeń zostanie już ulepiony z prawdziwej gliny i nie będzie żadnego wyboru, ja też pewnie w plemiennym odruchu pójdę siedzieć na stołówce z tymi łysymi białasami ze swastyką na czole, wyliczywszy swoje szanse na przetrwanie. Na razie, póki jeszcze mogę, chciałbym zgłosić zdanie odrębne co do kształtu przyszłego świata.

Ale że Dudka nie wziął

gawithpl

"I fell asleep in american flag" śpiewa Lana Del Rey i za każdym razem kiedy to śpiewa, przypomina mi jak mój kolega Kubito zasnął otulony w polską flagę. A było w domku letniskowym w Sierakowie, w trakcie Mundialu 2006, po niepamiętnym meczu Polska-Ekwador, w trakcie którego wypiliśmy jakieś kilkanaście piw na głowę. Zdruzgotani tamtą straszną kompromitacją chcieliśmy robić dobrą minę do złej gry (literalnie) i odśpiewaliśmy kilkukrotnie hymny Ekwadoru - "Bo nie ma białego" oraz "Equador Manieczki Jazda", a potem ktoś przez chwilę w desperacji i oburzeniu lansował talibowski pomysł spalenia polskiej flagi. To znaczy właściwie nie flagi, tylko tej białej szmaty, którą Tyskie dodawało wtedy do czteropaków. W obronie symbolu narodowego stanął Kubiszcz. Owinąwszy się nim jak kocem termicznym, zbiegł z pola widzenia i znaleźliśmy go dopiero po godzinie, zmożonego ciężkim dniem i znaczną ilością wypitego alkoholu, dalej opakowanego w tyską włókninę. To był chyba ostatni raz, kiedy mnie na serio ekscytował jakiś mecz futbolowy. 

Piłka nożna ogólnie była dla mnie zawsze w kategorii Gayest Things Ever. Nie dlatego, że mam zamerykanizowany mózg, a w USA soccer jest propozycją sportową skierowaną głównie do dziewczynek (no może trochę). Nie dlatego, że piłkarze muszą płakać i wić się na trawie po urazach, po których futbolista wyplułby zęby z krwią, posłał uśmiech publiczności i biegł grać dalej (no może trochę). Nawet nie przez te reklamy telewizorów, w których żony próbują zachęcić mężów do prokreacji, ale oni nie chcą odrywać się od widoku chłopców w szortach na boisku (no może bardzo). Przede wszystkim dlatego, że reklamuje się nachalnie te sportowe widowiska jak jakiś festyn jedności, wesołą zabawę. "Wszyscy razem, lalala, oleole".

Ale tak to jest tylko w reklamach Coca-Coli. W rzeczywistości boli hipokryzja tych najbardziej obnoszących się fanów futbolu. Wiem, że zawsze byli kibole, pseudokibice, hooligansi czy jak tam ich sobie semantycznie wydzielicie, raz nawet w Hondurasie rozpętali wojnę, ale od paru lat mam wrażenie, że już po prostu zagarnęli całą, nazwijmy to tak, kulturę piłkarską. "Wszyscy różni, wszyscy biali", obowiązkowa napierdalanka rasioli jednego kraju z naziolami innego kraju i antyterroryści obstawiający wszystkie ulice, bo mecz. Przecież te blubry o Wielkim Święcie Sportu wyglądają przy tym coraz bardziej groteskowo.

Czy mistrzostwo dla polskiej reprezentacji zjednoczyłoby Polaków? Śmiem twierdzić, że jeszcze mniej niż śmierć Naszpapieża. Nie ma się czym ekscytować, na drugi dzień ciągle bylibyśmy assholami.

 

Chopping onions

gawithpl

W ramach kolejnej reanimacji tego bloka odpowiem na kolejny łańcuszek, do którego mnie powołała kol. Hołka. Chodzi o to, żeby zdradzić swój popkulturalny sekret, a że nie do końca wiem co to znaczy (oglądanie hentaiów? To chyba już mainstream), to również pójdę tropem filmów, które sprawiają, że płaczę jak dziecko, któremu szampon wpłynął do oczu.

Pominąwszy oczywiste przypadki, które nie powinny nikogo wstydzić (kto nie wydalił chociaż jednej łzy na "Pokoju", może od razu zgłosić się na policję jako potencjalnie niebezpieczny socjopata).

Jest jeden motyw fabularny, który w dobrym wykonaniu zawsze mnie porusza i wywołuje tę samą smutno-ucieszną emocję, którą odkrywa na końcu główna bohaterka "Inside out". Szlochy, patos, tragedie i heroizm mogą po mnie spływać, ale coś mnie tyka, kiedy na ekranie choćby cząstkę człowieczeństwa (słabość, odruch ludzki) pokaże postać, po której się tego wcale nie spodziewamy.

Futurama. To taka lekkostrawna komedia z inteligentnym humorem, ale ma kilka odcinków uniwersalnie uznanych za emocjonalne bomby atomowe. Na odcinku z pieskiem płakał każdy, ale mnie bardziej nawet sponiewierał epizod "Luck of the Fryish". Krótko tłumacząc: Fry i jego starszy brat dorastali w relacji przypominającej relację mięso-tłuczek. Starszak lubił młodszemu dokuczać, co w braterskiej relacji chyba w sumie niezwykłe nie jest. Punkt startowy serialu jest taki, że Fry wpada do zamrażarki w Sylwestra 1999 i zostaje uwolniony dopiero 1000 lat później. W tym odcinku bohater dowiaduje się o swoim niesfornym, nieżyjącym już od setek lat bracie czegoś, co silnie wytrąca go z równowagi i pogłębia urazę. A potem następuje twist, który stawia odkrycie w innym świetle i uzmysławia Fry'owi, jak głęboko brat przeżył jego zniknięcie. Moment, który bierze z zaskoczenia, jak ładunek gazu łzawiącego wrzucony przez okno.

Podobnie wzruszył mnie degenerat Frank w ostatnim sezonie "Shameless". Najgorszy ojciec świata, który okazał się nagle jedynym wsparciem dla samotnej, ciężarnej Debbie.

Tragiczna śmierć jednego z głównych bohaterów "Good Wife" nie zrobiła na mnie wrażenia, aż do momentu, kiedy usłyszał o niej największy serialowy cynik i oportunista David Lee i z kamienną twarzą przemaszerował całą kancelarię, żeby dopiero w zaciszu własnego gabinetu wydać pojedynczy szloch.

Finał "Breaking bad" też raczej zniosłem dzielnie, aż tu Walt o pustych oczach wykrzesał w sobie resztkę współczucia dla Jessiego i ocalił mu życie.

Takie momenty w filmach są jak pęknięcie tamy, awaria zaworu, uderzenie hydrauliczne. Może po prostu udowadniają, że łatwo wybaczyć chamowi, jeśli choć raz na jakiś czas okaże się człowiekiem.

Zapisz

Wyższy poziom blogowania

gawithpl

Jak może zauważyliście, nie piszę ostatnio za często. Plan jest taki, żeby pisać więcej, tylko pod nowym adresem. Ciągle trwają, hm, intensywne prace nad wyglądem strony głównej i treściami, ale trochę mi smutno, że od czasu uruchomienia wersji beta kilka moich wpisów zdezaktualizowało się, nim ujrzały je tysiące użytkowników, więc w ramach sneak peaku linkuję je tutaj.

Tu ja o tym, dlaczego szósty sezon "Gry o tron" był najlepszy ze wszystkich.

Tu o tym, że Szkoci chyba zarobili na niepodległość (to się akurat stało bardziej aktualne).

Tu o ostatnich rewelacjach na temat teczek Kapitana Ameryki.

Tu o książce "Ready Player One" i przyszłości kapitalizmu.

Tu o "Civil War" i o tym, czemu w tym roku superbohaterowie tak się kłócą.

Oczywiście feedback na temat wyświetlania strony też mile widziany.

© SROGI BOCHEN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci