|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogaski co je czytam
Mail me
Muzyczne
Pod ręką
Tagi
|
Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii
sobota, 28 stycznia 2012
Drukarka zostawiła mnie w potrzebie, wydarłem z niej ostatnią kartkę jak Makdufa z łona matki wydarto, wypluła trochę tuszu, jak konający gruźlik krople ściemniałej krwi albo wystraszona kałamarnica, i zamilkła, zapewne na zawsze. Jestem w tych krytycznych dniach zdany na publiczne ksera, do których wejść strach wsadzać swoje nośniki, bo złapią zarazę niechybnie jak w tajskim domu publicznym. All this has happened before. All this will happen again. Incydent przypomniał mi o dokumentalnym szorcie, który warto polecać - o tym, dlaczego wasze drukarki działają najwyżej półtora roku (chyba, że tylko wycieracie z nich kurze). Niby stara prawda, kapitan obwieś, tematy znane z rozmów u cioteczki między podwieczorkiem a narzekaniem na ceny leków, ale dobrze zobaczyć poukładane w kupie te zagadnienia o tym, dlaczego dobre radzieckie pralki ciągle działają, a inne nie, o baterii do iPoda droższej od iPoda, o śmietniskach zapomnianych marzeń w Trzecim Świecie i innych cudach kapitalizmu.
czwartek, 26 stycznia 2012
Weirdest boner when Jennifer Lawrence says "Poland" No więc były te wyróżnienia najważniejsze w świecie filmowym, kinowym i już wystygły, a ja jakby to przespałem w bunkrze po kolejnym napadzie depresji (dziś pierwszy raz od roku poczułem zimno i dostałem czymś ostrym między łopatki, chyba połamanym badylem od transparentu z prześcieradła, w imię wolności internetu, i to też nie poprawiło aury), takoż przegapiłem, jak Piotr Kraśko oznajmia, że MAMY nominację, taki dumny, że by sam prawie tego Oscara odebrał razem z pucharem Euro w nogę i rękę, no nie. Ja bym się ucieszył, gdyby Agnieszka Holland dostała nagrodę, nie dlatego, że nasi orły, ale dlatego, że film dobry, choć irańskie Rozstanie moralnego niepokoju cieszy się większym uznaniem krytyki (kiedyś miałem obejrzeć, ale ****** od Pawła Teofila Felisa to jak wyjący alarm ostrzegawczy). Wypada śledzić, jak rozwinie się kryzys w cieśninie Ormuz. Poza tym zaś wygląda na Oscary pod znakiem meh. Nie było w zeszłym roku takiego filmu, za którym byłbym sikał z wrażenia, więc wątpię, żeby był wśród nominacji, ale tego się upewnię, jak dystrybutor dowiezie zaległe sześć taśm. Malutkiego faczka najwyżej dam za najlepszą aktorkę (i wcale nie chodzi o Rooney Marę). Szkoda, że nie ma jakiegoś fajnego zaskoczenia jak nom dla Dominica Coopera za Sobowtóra diabła, Michaela Shannona za Take Shelter albo dla Rachel Weisz za film Whistleblower.
wtorek, 24 stycznia 2012
A zatem wynalazłem wreszcie dwudziestąpiątą godzinę w dobie na obejrzenie finału Sherlocka. Z oszczędności odpowiem Państwu w kilku myślnikach. - WHOA! - Tu miała być erudycyjna wyliczanka historyczno-społecznych przykładów, ale nie przychodzi mi na myśl nic okrutniejszego, co wymyślili Brytyjczycy, niż trzyodcinkowe sezony. - Panie Ritchie, oglądamy i notujemy. Tematem ostatniego odcinka jest to samo opowiadanie, co w Game of Shadows, a nie ma ani sekundy nudy. Ani sekundy. - Jest dopiero styczeń, a Sherlock już się łapie do najlepszych seriali roku. - Moriarty powinien dostać jakąś nagrodę VIVY dla Najlepszego Villaina i Oscar za najlepsze żucie gumy. Wyśmienity psychol.
- Wyśmienite (przepraszam za brzydki zwrot) zabawy z konwencją. Czapka Sherlocka i to zakończenie. - Tylko Sherlockowi i Jezusowi wolno zmartwychwstawać i nikt się nie czepia, że to naciągane. - Ukryłem spoiler, ponieważ to opowiadanie ma dopiero 120 lat i może ktoś go jeszcze nie zna. - Poza tym Steve Moffat to niezły huncwot. Wiedział od roku, że ma trzeci sezon w zanadrzu, ale przyznał się dopiero teraz, żeby nas potrzymać w niepewności do końca odcinka.
Ciekawe, że Amerykanie jeszcze na to nie wpadli i wolą od razu paplać, że Dexter dostał dwa sezony, więc nic mu nie grozi. - Ogólnie mistrzowska seria, lepsza od pierwszej (w której odcinek drugi AFAIR troszkę ssał)
piątek, 20 stycznia 2012
Niedawno przyśnił mi się film. Czasem tak mam, że nie biorę udziału akcji, tylko śni mi się film. Jamesowi Cameronowi też się kiedyś przyśnił Terminator, prawda. Byli w tym filmie Leonardo DiCaprio i Robert Redford, razem polowali na ostatnich nazistów ukrywających się po świecie w różnych twierdzach i na prywatnych wyspach takich. Ale DiCaprio miał dodatkowego skilla, bo za każdym razem, kiedy umierał, to nie umierał, tylko budził się znowu w dniu śmierci, kilka godzin przed faktem i wszystko pamiętał, ale reszta się restartowała. Jak w grze z autosejwem. Takie coś z mechaniką kwantową, anomalia, że w momencie śmierci świadomość zostaje przeniesiona do najbliższego strukturalnie wszechświata paralelnego w punkcie styku, amerykańscy naukowcy to odkryli w wielkim zderzaczu hadronów. Zatem akszyn, ale i teh drama bohatera, bo to okropne tak przeżywać swoją śmierć kilkanaście razy (panowie niebezpieczny zawód mieli) i pamiętać wszystko ze szczegółami. Poza tym Leo myślał, że to taki jego sekret i nikt inny o tym nie ma pojęcia, tylko Redford się czasem dziwi, skąd Leo wie niektóre rzeczy, o których nie miał prawa wiedzieć, np. gdzie się podłoga w twierdzy nazistów zapada, nie. ALE w ostatniej scenie, po ostatnim zadaniu, Robert Redford strzelił DiCaprio w głowę i powiedział "I've seen you dying countless times and I think I've had enoungh". Na napisach Redford szedł wertepami, prowadząc osiołka z ciałem Leo na grzbiecie, a do tego grała ta piosenka. I obudziłem się, myśląc whoa, jaki wykurwisty film z twistem! A teraz mnie męczy strasznie ten scenariusz, bo nie umiem go tak wymyślić na nowo, żeby trzymał się kupy i był fajny dla innych. Plothole, plothole, te wieczne przekleństwo!
czwartek, 19 stycznia 2012
Mad photoshop skill; czy ja też kiedyś stworzę wreszcie znanego mema, który zapewni mi wieczystą sławę w polskim Internecie... ojej.
środa, 18 stycznia 2012
Salon24 mnie dziś rozczarował, gdyż w tym ważnym dniu dla internetu i nas internautów nie znalazłem na nim żadnego dobrego plakatu o bojkocie i zrobiłem sam.
MOŻNA KOPIOWAĆ!
niedziela, 15 stycznia 2012
Akademia Awardów ogłosiła trzy dni temu krótką listę dziesięciu tytułów, które mają szanse na Oscara w kategorii najlepsza animowana krótkometrażówka - są wśród nich dwa polskie shorty, w tym Ścieżki nienawiści. Można je w całości najrzeć np. tutaj. I owszem, fajny ruchomy komiks, przypomina mi obrazkowe zeszyty o pilotach RAF, które miałem w dzieciństwie, przypomina też trochę finałową sekwencję lotniczą w Kapitanie Ameryce, ale co z tego. Dopiero, kiedy czytam, co autor chciał powiedzieć,
to myślę przez eeee i yyyy. Takie przesłanie (przetłumaczone też na profilu filmiku w IMDB) można by i dopisać spokojnie do rozgrywki w Call of Duty z brazylijskimi nolajfami. Latem hipsterzy zorganizowali nad Wartą akcję z chińskimi lampionami, o tak dla zabawy, pół roku później, w Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka, pomysł podkradła lokalna odmiana Amnesty International, tylko tym razem lampiony miały być wyrazem solidarności z ofiarami represji ze strony reżimów na całym świecie. Wypuszczenie w powietrze lampionu symbolizowało uwolnienie politycznych więźniów, rozumiecie, były w s p a r c i e m dla wszystkich walczących o wolność. Każdy ma prawo do swoich pięknych skojarzeń i przemyśleń, i do dzielenia się nimi, oczywiście, tak powstaje poezja, ale takie dorabianie wielkiego sensu do bajery? Miałbym większy szacun dla autora filmu, gdyby tylko powiedział, że w dzieciństwie jarały go samoloty i komiksy, więc na starość narysował takie coś.
sobota, 14 stycznia 2012
Idźcie do kina na Dziewczynę z tatuażem (smoka), najlepiej na najpóźniejszy seans w rozkładzie. To jeden z tych filmów - jeśli będziecie go kiedyś oglądać pół metra od monitora albo telewizora, to umęczy was myśl "szkoda, że nie chciało mi się do kina", napięcia naprawdę nie powinny mącić powiadomienia o aktualizacji bazy wirusu ani kot jojczący o żarcie. Nie musicie znać książek ani szwedzkich adaptacji, wystarczy, że lubicie pana Finchera i dreszczowe kryminały. Jak ten czas mija, to już trzeci nowy film Finchera, który puszczam przez blogownicę. Po dwóch dramatach obyczajowych ten świetny reżyser wraca do gatunku, który mu leży najlepiej - do thrillera. Ze wszystkich wcześniejszych jego filmów TGWTDT najbardziej przypomina Zodiaka, bo układania wskazówek na mind-boardzie i żmudnego researchu tutaj więcej niż samego biegania za mordercą po ciemnych alejkach, ale przecież wpadają też sceny, kiedy chce się krzyknąć do bohatera "szybciej, spierdalaj stamtąd gamoniu!". Powieści Stiega Larssona to fajne czytadła, ale ich problemem jest przesadne rozdęcie, bombardowanie czytelnika nieistotnymi detalami, zdupywziętymi scenami, które nie służą fabule, tylko ulżeniu fetyszom (np. technologicznym) autora. Dlatego te tomy są średnio o 150 stron dłuższe od książek choćby Jo Nesbo. Fincher prawie pozbył się pustosłowia zostało mu tylko gęste. Pewnie wiecie, że fenomenem franczajzu Millenium nie jest żadna powalająca i oryginalna fabuła, ale jedna z bardziej fascynujących kobiecych postaci we współczesnej literaturze. Lisbeth jest socjopatką, aniołem zemsty o ciele dziecka. "This girl is so badass the dragon got tattoo of her", stąd największa obawa wobec amerykańskiej ekranizacji, bo Rooney Mara to taka miła dziewczyna. Mark Cukerberg ją naprawdę spaprał w Social Networku, bo
wow, she nailed it. Jej Lisbeth ma też bardzo wrażliwą stronę, więc można z nią w pełni empatyzować, zwłaszcza na końcu zwyczajnie, po ludzku współczuć. To chyba jasne od początku, Daniel Craig nie jest gwiazdą tego filmu. W sprawie napięcia, można się natrząsać z tego, że po scenie wielkiej kulminacji rolka filmowa kręci się jeszcze przez pół godziny, a Fincher nie pozwala nam wyjść z sali i zdążyć na autobus, ale te ostatnie ujęcia są ważnym wprowadzeniem do kolejnych części, w których istotniejszy od wątku kryminalnego jest związek dwójki głównych bohaterów. Ja jestem teraz naprawdę ciekaw sequeli, bardziej niż byłem po zamknięciu pierwszej części Trylogii Larssona. Szkoda, że nie odpaliłeś tego na napisach, Panie Fincher. Byłby fajny smaczek, dla tych, którzy przeczytali. Dobre kino, z pięknymi zdjęciami i znów mocnym soundtrackiem, ale to akurat było już wiadome na miesiące przed premierą. |