Menu

SROGI BOCHEN

Wszystko jest kopią kopii jeszcze innej kopii

Dark knight returned

gawithpl

Bywa tak, że o filmie człowiek ma wyrzeźbioną opinię, jeszcze zanim zgasną światła w kinie. Jeśli więc jesteś betonem i Batman jako taki, jest dla ciebie tylko facetem z gumowymi uszami, bez względu na to w jak błyskotliwej aranżacji i interpretacji zostanie ci on zapodany, to od razu odpuść sobie czytanie tej notki, bo bez względu na wszystko betonem pozostaniesz. Ja tam wierzę jednak, że myślenie ma przyszłość, więc raczej polecam powyższy wstęp zignorować i zacząć od tego tu miejsca.

Mroczny Rycerz wchodził do kin w glorii arcydzieła, co musiało przecież odbić na ogólnej opinii o nim. Ale ja powiem przekornie, że nowy netoperek jest tylko facetem z gumowymi uszami i śmiesznie chrypowatym głosem. A nowy film Nolana o jego przypadkach jest arcydziełem. Albo przynajmniej czymś bliskim arcydziełu.

Kliszowatym banałem będą wywody nad tak zwaną zabawą Nolana z konwencją, urealistycznieniem batmańskiego mitu, konstruktywnym wykorzystaniem komiksowych korzeni itd. Batman jest już ikoną popkultury, która żyje własnym życiem, poza granicą, którą dlań twórcy wyznaczyli. To wie każdy. Ale to, co zrobił Nolan z tą ikoną wykracza daleko poza intencje wszystkich innych interpretatorów. Zrobił mroczny, brudny i ponury film gangsterski. Uczynił z Batmana kino noir, zachowując przy tym możliwy realizm. Zerwał ostatecznie z fantastyczno - komiskowo - symboliczną konwencją, na której swoje filmy oparł Tim Burton. Inspiracje komiksowe oczywiście są tu obecne, jednak bardziej w warstwie fabularnej niż stylistycznej. Zdaje się, że Nolan swojego Batmana oparł przede wszystkim na dwóch dziełach i zmiksował ich przewodnie myśli - "Dark Knight Returns" Franka Millera i "Zabójczy żart" Alana Moore'a. Głównym założeniem tego pierwszego jest stara jak świat idea chorej współzależności dobra i zła, które razem,jednym rakiem toczą tą planetę. Temat ów jest podniesiony na przykładzie dwóch antagonistów filmu - Batmana i fenomenalnego Jokera. Zaczerpnięta z Millera koncepcja lustrzanego podobieństwa śmiertelnych wrogów lśni pełnym blaskiem w cudnej scenie przesłuchania, z której jak złowrogi don wyziewa mroczna prawda, że każdy superhero jest nikim bez swojego villaina. Ale to tylko mały, grzeczny skrawek ponurej przewrotności, której Nolan naprodukował niemało. Oj, niemało, bo tematem "Zabójczego żartu" jest z kolei pewien psycholiczny eksperyment, mający dowieść, że tylko jeden zły dzień, jedna silna trauma dzieli przykładnego obywatela od zbrodniarza i temat ów także jest w Dark Knight obecny, a królikiem doświadczalnym jest tu Harvey Dent - ostatni sprawiedliwy Gotham.


Cała krzyżówka tych wątków zbiera się w potężną dawkę szaleństwa, mroku i nieprzewidywalnego geniuszu. Cała uroda filmu polega na tym zaś, że paradoksalnie to nie jest wcale film o Batmanie. To film o tym, że w walce ze złem nie ma wygranych. Pesymistyczne przesłanie wybrzmiewa w ostatnich minutach tego wielkiego filmu, kiedy oglądamy triumf "Białego Rycerza Gotham", triumf zbudowany na kłamstwie i okraszony niewyobrażalną stratą i poświęceniem. A słowa komisarza Gordona w finale (patetyczne, przyznaję, ale czy naprawdę zawsze patos jest równoznaczy z kiczem? Tu na pewno nie), połączone z ujęciem rozpieprzonego Bat-reflektora, to najpiękniejszy prezent jaki może dać człowiekowi kino.

Nie mógłbym też zapomnieć tu o kreacji Heatha Legdera jako Jokera. Bo o takiej roli nie da się zapomnieć. Krytycy napisali już w tym temacie wszystko, ale najlepiej ujął to jakiś anomimowy widz. W tym filmie nie było Ledgera. Był Joker. I to jest właśnie aktorski absolut i mistrzostwo świata, kiedy w jakimś magicznym, mistycznym rytualnym procesie, aktor i jego postać stają się jednością. I tylko płakać się chce na myśl o tym, co Ledger mógłby jeszcze na ekranie pokazać po Jokerze, a czego już nigdy nie pokaże. Kurwa no ja pierdole mać.


Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio jakiś film pozostawił mnie w takim stanie psychicznego sponiewierania i wychodzi mi, że było to przy okazji "Siedem" Finchera, które akurat w kategorii "Mrok i Zgnilizna Świata" biorę za niedoścignione arcydzieło.
Pan Nolan stworzył film genialnie mroczny, obłędny, depresyjny i walący po głowie. Chwała panu za to, Panie Nolan.

Poza tym polecam jeszcze ten filmik http://www.youtube.com/watch?v=-gdxsxA43-g

Muzyczka celnie utrafia w klimat.

© SROGI BOCHEN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci